Jeśli pytasz o najcudowniejsze momenty mojego istnienia, to mogę wspomnieć o zapachu świeżego druku i zakurzonych kartek z duszą, o deszczu spływającym po policzkach i słońcu na powiekach, o największej miłości i nienawiści w jednym, o siadaniu na parapecie z herbatą miętową, o Krakowie w całej mnie, o kolorze kcyńskiej trawy i smaku drożdżowego ciasta, o wiosennym wietrze we włosach, o malinowych popołudniach, o ostrym świetle reflektorów, o drewnianej scenie pod stopami, o smaku mocnej kawy i każdym pożegnaniu, o pierwszym ciepłym dniu każdej wiosny, o ścianach w kolorze zielonego groszku, o spacerach po Fredry, o pogawędkach z Praskimi kamienicami, o trzymaniu się za ręce w kawiarni z białymi krzesłami.
patrzę za okno, pusto, wszyscy siedzą po cichutku w swoich małych domkach i boją się przyszłego deszczu
Takie niby nic, a jednak tak cholernie dużo...
OdpowiedzUsuń